niedziela, 15 marca 2009

Znowu nie mam się w co ubrać ;)

Lokalne wybory za nami, a tymczasem ja dalej nie mam się w co na nie ubierać:) Brak mi okropnie stroju ludowego. Nie jest to jednak taki brak, że nie mam go gdzie lub za co kupić/uszyć, tylko NIE MAM W CO SIĘ UBRAĆ tak jakby całkiem - nie ma dla mnie stroju ludowego. Zmiany, jakie wszystkich dotknęły w połowie XX w. pozbawiły mnie, obok wielu ważniejszych rzeczy, takiej pierdółki jak własny mundurek lokalny.

Jakby wchodzi w grę dolnośląski i hm... z okolic Lwowa? Nie czuję się na siłach ubrać coś galicyjskiego (matko, krakowski?), ukraiński dałby radę (jest nawet przodek), no ale nie jestem Ukrainką, jak by nie kombinować.
Do dolnośląskiego czuję, że nie mam prawa.

No to zostałam bez kiecki.

A tu siedzi dolnośląska wystrojona Oma, nie do końca jestem przekonana, że jest sympatyczna;) ale co by nie mówić, widać, że wie, czego chce:)))))

Mam świetną książkę Magdaleny Rostworowskiej "Śląski strój ludowy", Wrocław 2001. Chodzi nie tylko o Dolny Śląsk, ale i Górny, i Cieszyński. Jest to właściwie katalog Muzeum Etnograficznego. Są duże, ukazujące detale fotografie tego, co w tym właśnie temacie muzeum ma no i wstęp, a z niego wynika mniej więcej tak:

Niestety nie zachował się dolnośląski strój ludowy jako taki. Szybko był wypierany przez fabryczną, miejską odzież. Po 1945 do Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu spływały różne elementy tego stroju, czasami fragmenty zbiorów z muzeów z mniejszych miejscowości województwa, ale tak fatalnie opisane, że szkoda gadać...
Nie ma się właściwie co dziwić.
Dziś muzeum ma najwięcej czepców, kilka innych elementów, męskiego stroju nie ma w ogóle - dobra, są jedne spodnie. Zachowało się tylko kilka fotografii dolnoślązaczek w pełnym rynsztunku; jako że jest to tak rzadki widok, pokazuję wszystkie, jakie są we wspomnianej publikacji.

Ale najpierw te czepce.



Patrzę sobie na detale, na roślinność, na fragmenty domów...






Z moją potrzebą stroju poradziłam sobie tak: kupiłam oryginalny fartuch. Jak naprawię, zademonstruję. Nie będę go nosić w komplecie, tylko tak o - na współczesne ciuchy.

Oczywiście, że zaświtała mi myśl, by oddać do muzeum.
Nie dam. Oceniajcie to jak chcecie, na swoje usprawiedliwienie mam to, że będzie mu u mnie b. dobrze.

6 komentarzy:

llooka pisze...

U mnie ze strojem ludowym nigdy nie było problemów. Od Krakowa mam rzut beretem, także strój narzuca się sam. Niedługo Boże Ciało i dla córki już kompletuję wyprawkę. I tutaj przy okazji dowiedziałam się kilku ciekawych szczegółów na temat oryginalnego stroju krakowskiego. Ale sama posiadam niewielki skarbik - gorset mojej mamy z wczesnych lat 50-tych. Natomiast dolnośląski strój piękny - te kubraki całkiem na czasie;) Oma w nastroju bojowym. Od razu widać, kto trzymał w domu rękę na pulsie! Pozdrawiam serdecznie!

Królewna pisze...

Stroju poznańskiego też nie ma :( I ubolewam nad tym już chyba z 20 lat (od czasu, keidy dostałam taki atlas ze strojami ludowymi i nie było poznańskiego - cóż to za cios dla dziecka! ;) ). Okazało się, że strój baberski (czyli przybyłych do Poznania Bambrów) nijak ma się do ich ludowości bawarskiej - tam czegoś takiego nie znają, strój tez został wymyślony w Poznaniu. Ale nie powiem, żebym czuła, że to strój poznański, mimo że do Bambrów nic nie mam (się spolonizowali).

sidi_4don pisze...

No to ja miałem więcej szczęścia z tymi strojami, mogę wybierać i przebierać. Taką różnorodność jaką mam w swojej rodzinie to mało kto ma - Śląsk Cieszyński, Kujawy, Lubelszczyzna, Podlasie no i Nadrenia Westfalia :) Poza tym mama hafciarka lubująca się w haftach regionalnych no i 7 lat pracy w Zespole Szkół Odzieżowych...

Sara pisze...

Królewno, przecież jest strój wielkopolski! Chyba możesz se nosić spokojnie!:)

Ilooka: a nosicie go też oprócz Bożego Ciała? To chyba najbardziej rozpowszechniona okazja, by wskoczyć w takie szatki. Ciekawi mnie, czy są jeszcze jakieś... Faktycznie z krakowskim macie fajnie. Niestety mi się kojarzy b. źle (trauma z dzieciństwa), gdy wszyscy w zerówce w nim latali z ręką nad głową, te bibułowe wstążki - bardzo to przeżyłam;)

Sidi_4don: ale ciekawe rzeczy piszesz! Czy przy takim wyborze masz potrzebę paradowania w stroju ludowym? Jakimś? Moim skromnym zdaniem mężczyzna tak ubrany prezentuje się rewelacyjnie. W Finlandii widywałam w piątki wieczorem po knajpach Finów niby to w dżinsach, T-shirtach i marynarkach, ale jak odpowiednio usiedli, pojawiał się ukryty wcześniej klapą marynarki, przymocowany do paska NÓŻ w ozdobnej, ludowej pochwie... taki heimatowy akcent... no odlot.

Chętnie bym jeszcze coś o stroju popisała, ale lokalny głupek otworzył z kopa drzwi kamienicy, za którymi stałam i mam chyba wstrząs mózgu. Jak się pozbieram, pochwalę się kawałkiem stroju cieszyńskiego.

Ita pisze...

Sara,mam nadzieję ,że dojdziesz do siebie w szybkim tempie.Ale niefart miałaś!
Osobiście nie posiadam żadnych elementów stroju ludowego ,a szkoda .
Podoba mi się, kobieta z komodą na głowie .Też nazwę wymyślili!
Pozdrawiam.

llooka pisze...

Saro na te swoje buszowania po szemranych zakamarkach zakładaj jakąś odzież ochronną:) Jest dobra wiadomość - zauważyłam modę na noszenie chust ludowych, to zawsze coś. Popatrz na Brodkę, jak cudnie nosi elementy stroju góralskiego - właśnie chusty i czerwone korale! Chętnie poczytam więcej o strojach ludowych.