Niedzieciaci często nie zdają sobie sprawy, że zajmowanie się dziećmi jest ciężką fizyczną pracą (ciężar polega moim zdaniem głównie na wykonywaniu niewinnych niby ćwiczeń: przenoszeniu różnych przedmiotów na małe odległości, kucaniu/wstawaniu i podnoszeniu niewielkich ciężarów przez wiele godzin pod rząd), jak i umysłową (uwaga cały czas - nie przesadzam - skupiona, coś jakby siedzenie przed komputerem z pełnym skupieniem się nad tekstem przez wiele godzin).
Czy jest w tych ćwiczeniach przerwa, można by zapytać. Tak, gdy dziecko śpi. Zagospodarowanie sobie tego czasu zależy od naprawdę wielu czynników.
Takie coś zdaje się trwać - jak wynika z mojego doświadczenia i prywatnych sondaży - aż dziecko skończy mniej więcej 2 lata. Potem jest lepiej, bo dłużej zajmuje się samo sobą, zaczyna potrzebować prywatności i rozumie pewne niebezpieczeństwa.
Pół biedy, jeśli nie zdają sobie z tego sprawy niedzieciaci; gorzej, gdy jest to ojciec dziecka. Motyw ten powtarza się dość często w rozmowach z mamami. Słynne "przecież cały dzień tylko się z nim/nią/nimi bawisz".
Z drugiej strony obserwuję coraz większy udział panów w zajmowaniu się własnym dzieckiem - we Wrocławiu normalnym, choć dość jednak nowym widokiem stali się ojcowie z wózkami, zaglądający do nich z troską, nie wstydzący się okazywać publicznie czułości niemowlęciu, wybierający sukienkę małej córce czy (co mnie szczególnie rozbraja) rozmawiający z innym "samotnym", przygodnie poznanym ojcem o dzieciach. Coś niby zarezerwowanego do tej pory dla kobiet.
Jak z tym jest na Waszych terenach? Wpisujcie miasta! ;)
"Wysokie obcasy" zaprezentowały kiedyś super fotoreportaż o ojcach zajmujących się dziećmi. Polecam zwłaszcza krótkie komentarze bohaterów zdjęć. Prawie każdy mówi o ogromnym wysiłku fizycznym, a przecież mają lepszą kondycję czy więcej siły, czy jak to nazwać, niż przeciętna kobieta.
Piszę o tym wszystkim nie bez powodu - pewnie niebawem poproszę Was o pomoc w pewnym projekcie. Projekt śmiały ów, bardzo personalny i bardzo breslauerski, zajmuje od dłuższego czasu wiele moich myśli, a ostatnio przybiera niebezpiecznie realne formy. Pomoc miałaby polegać na podzieleniu się pewnymi wspomnieniami z dzieciństwa:)
Póki co pomyślałam sobie, że podzielę się z innymi rodzicami pomysłami z serii "co robić z dzieckiem". Oto kilka akcji:
AKCJA ŚNIADANIE - śniadanie czasem może wyglądać tak. Tu w jednej z wrocławskich cukierni, uważanej przez wielu za najlepszą:) A ceny bynajmniej nie odbiegają.
Widziałam, jak chłopiec na placu zabaw zaczął pchać wózek z lalką koleżanki, co wywołało kpiny dorosłych. Na tekst "to ty nosisz spodnie czy nie" dzieciak obmacał spodnie, by sprawdzić, czy istnieją, popatrzył wymownie i nie odpowiedział na tak głupie pytanie. Zmroziło mnie - czy chłopcy tak wychowywani będą się zajmować własnym ewentualnym dzieckiem.



