piątek, 6 marca 2009

8. marca

Biuro Wystaw Artystycznych (zwane ogólnie BeWuA) na ul. Wita Stwosza narzuca się zazwyczaj przechodniom różnymi makabreskami, a trudno tamtędy nie przechodzić, bo to jeden ze sposobów dostania się do Rynku. Jeśli nie są to akurat makabreski, to prace dyplomowe, które - przepraszam osoby się na tym znające - wykonałabym w góra dwa wieczory, i to z pomocą dzidziusia. Schlag mnie czasem trafia, jak tamtędy sobie idę. Ale czasami zdarzają się i fajne rzeczy.

Teraz np. są takie dwa zdjęcia (ale w odwrotnej niż tu kolejności):



Trzy dziewczyny zmęczone, bez makijażu, jakieś takie codzienne, bardzo autentyczne. Potem te same "zrobione".
Nie żebym coś ze współczesnej sztuki kumała, ale skłoniło mnie to do ujętej w punkty refleksji: 1) które są "prawdziwe"? Jedne i drugie? 2) rzeczywistość i marzenie? 3) które są piękniejsze? dlaczego pomyślałam, że któreś mają być piękniejsze? 4) tydzień i piątek wieczorem?

Część widoczna dla przechodniów to tylko fragment wystawy, której autorkami są:

Nie wiem, która z artystek jest autorką tej właśnie pracy.

W Galerii Dominikańskiej, która jest tuż obok, rozdawali prezenty kosmetykowe. Scena, piszczące głośniki, stanowiska, przy których robiono paniom makijaże. Widok wizażystek wmasowujących dłonią dłuuuugo podkład w czyjąś twarz, a potem te pędzle, które omiotły już setki twarzy - trochę powiało mi zgrozą. Nie chciałabym, żeby obca baba dotykała mnie po twarzy, o ile nie jest lekarzem czy coś.

Co mi nie przeszkodziło wygrać prezencik - na zdjęciu już, jak widać, rozszarpany - sporo tam tego było, nie tylko to:

Łe, wolałabym moją drogą Helenkę Rubinstein... ;)

Mój kolega-psychiatra stwierdził niegdyś ponad wątpliwość, że mam męski umysł... Faktycznie, bardzo głupio się czuję wcierając w siebie rano różne pigmenty.
Ale z nimi na mordce lepiej wyglądam.
No to wcieram:)

A tu bilans bycia kobietą (po kilku głębszych kawach):
MINUSY:
- zazdroszczę mężczyznom kondycji fizycznej, czy może po prostu siły; wydaje mi się, że nawet sobie nie wyobrażają, jak to jest NIE MÓC czegoś podnieść, przenieść... zazdroszczę wnoszenia ciężkich mebli, że mogą gdzieś dobiec, podciągnąć się, przeskoczyć przez mur, przytrzymując się od niechcenia jedną ręką.
PLUSY:
-można mieć makijaż, który schowa zmęczenie, niewyspanie, ślęczenie;
-można nosić woalkę, oczywiście nie na co dzień, ale np. na pogrzebie. Gdyby umarł mi ktoś bliski, na pewno skorzystałabym z tej możliwości i ubrała się w gęsty, przenośny parawan - mężczyzna musi niestety na oczach wszystkich walczyć z własną twarzą;
-można być w ciąży i urodzić dziecko - o ile nie ma żadnych problemów zewnętrznych i wewnętrznych ciąża jest moim zdaniem b. fajna, i trochę mi przykro, że bliskich mi panów to nie spotka;
-łatwiej się ubrać. Kobieta owinie się w byle szmatę i już wygląda dobrze.
- dobra idę poczytać.

Życzę wszystkim Czytelniczkom dużo, dużo prawdziwego szczęścia. Czytelnikom też.

8 komentarzy:

globalistka pisze...

I nawzajem Saro:) Na górze Ktoś to dobrze wymyślił: kobietki słabe na zewnątrz ale w środku silne, mężczyźni na odwrót .... i puzzle się układają ;D

paula_71 pisze...

Wystawa wydaje się być interesująca.Poszłabym,gdybym była,ale nie jestem :/
A prezent super,bardzo lubię clinique,no a Helenka,to już wyższa pólka...
p.s.ja tam się cieszę,że jestem kobitką! :)
Pozdrawiam.

Sara pisze...

Ależ ja też się cieszę! Fajnie być kobitką!

Z tymi puzzlami coś jest na rzeczy...:) Mam jednak roboczą teorię opartą tylko na obserwacji, że różne cechy - uważane za męskie czy kobiece - rozsiane są po prostu po LUDZIACH.

Królewna pisze...

Jedyne czego ja mogę facetom zazdrościć to ich stabilności hormonalnej ;)
Co do makijażu... To ja tam lubię jak mi się wklepuje i jak ja sobie wklepuję. Tylko mi zazwyczaj szkoda na to pieniędzy ;) Dziś w ramach próby poprawienia swojego humoru (chyba nie osiągnęłam wojego celu, ale też sprawy poważnijesze i tusz do rzęs sprawy nie załatwi)zakupiłam dobry podkład, który nie zniszczy mi jeszcze bardziej cery niż zniszczoną mam i tusz do rzęs, dzięki któremu będę miała glamourrzęsy ;) Makijaż traktuję jako zabawę i kolorowankę, taki artystyczny środek wyrazu...
a 8.marca ginie zawsze w cieniu moich urodzin i chyba jest mi obojętny... (kiedyś jeszcze miałam imieniny 9.03, ale sobie przeniosłam).

Sara pisze...

Stabilność??? Hormonalną?! O czym Ty mówisz????;)))))

Kolorowanki jak najbardziej, fajnie, że masz teraz rzęsy glamourrrr, to tak pomaga (dziwne, nie?) Ja makijaż traktuję jako sprawę dość intymną, no, może bardziej łazienkową, do której potrzebne jest dobre światło, chwilka i brak świadków. Panie w drogeriach pytające mnie, w czym pomóc, gdy mam akurat ciapki fluidu na twarzy, to coś potwornego. Albo czy w czymś pomóc, gdy się maluję maskarą. Tak kurde posprzątać mi kuchnię w tym czasie...
Makijaż to ogólnie fajna sprawa, aż dziw że umie tak odmienić wygląd. Codzienne wyjście może być zabawą w teatr.
Widziałam ostatnio w drogerii panią charakteryzatorkę z teatru, jak się domyśliłam, która bez żadnej "pomocy" wrzucała w milczeniu i zdecydowaniu kosmetyki do koszyczka... a panie latały za nią STADKIEM i próbowały wyłudzić jakieś wieści o prawdziwej sztuce makijażu, że tak powiem. Ale pani nie miała czasu, bo była w pracy. To była niesamowita scena.

Królewna pisze...

No więc (tak, wiem, nie zaczyna się od "no więc", ale taką mam potrzebę) glamourrzęsy różnią się od innych rzęs tym, że się nie rozmazują. Poza tym nie zauważyłam, żebym przy mruganiu nimi powodowała jakieś huragany czy cóś. Telewizja kłamie ;)

Sara pisze...

Nierozmazywanie się to bardzo ważna sprawa:)

jolek pisze...

Ja też nie przepadam za tymi wystawami. Jeszcze nie zdażyło mi się ,żebym zobaczyła tam coś, co nazwałabym Sztuką.
A co do zalet bycia Kobietą: najbardziej podoba mi się punkt z woalką - nigdy mi taki aspekt nie przyszedł do głowy.