wtorek, 23 kwietnia 2013

Chyba się zbudziłam


Wygląda na to, że się zbudziłam - gdzieś tu obok jest wygaszony piec, ale i drugi, nowocześniejszy dogrzewacz zostawiony na wszelki wypadek, na chłodniejsze momenty. Gdzieś tu powinna być wełniana narzuta z lwowskiego domu. Stosik książek koło łóżka przypomina o różnych możliwościach. Na wyciągnięcie ręki stoi najpiękniejsze - nowy nabytek, XIX-wieczne biurko. W szufladach na kluczyki ma COŚ. Uśmiechamy się z biurkiem do siebie. 
Na dworze dudnią tramwaje, świeci się żabka, chodzą ludzie w kurtkach i nie pada śnieg. W ogóle to zbudziłam się jako blądi.
Można spać dalej, można też wstać i zacząć od statecznej kawy.


Wewnętrzne przejście w Rynku, dla mnie całkowita nowość i zaskoczenie, dla innych chyba nie, bo z rozmów wnioskuję, że tak było tu przed rokiem.






Dizajn na sikstiiiiiz, dziwne piwa, fotograficzne obrazy i dużo dużo hendmejdu do sprzedania - wybieram sobie w myślach, co mi jest absolutnie potrzebne (do pracy! tak - taki poziom abstrakcji i wkręcania samej siebie osiągnęłam przez zimę), co jako zbytek, co na prezent. Tarty, wielkie loli-popy, a także dużo "Twoich stylów" do czytania. Przyjdę tu kiedyś sama, jak się porządnie zbudzę. 


1 komentarz:

Katarzyna pisze...

A ja tam specjalnie zajrzalam, w zeszla sobote(6 lipca), ale w koncu zaciagnelam pana W.do Tajnych kompletow.