czwartek, 3 września 2009

45 minut spokoju i bonus w postaci ciastek



Tylne łapki są zielone, bo robiliśmy pisanki. Poza tym wszystko w porządku.

8 komentarzy:

joanna pisze...

Nie watpię, że w porządku ;))
Ale ... te pisanki bardzo mnie intrygują :)
No i poproszę przepis na ciasteczka :)

Ściskam Was gorąco :))

globalistka pisze...

Choć mam rączki małe i niewiele zrobię,
pomogę mamusi
niech odpocznie sobie.
Pomogę mamusi
niech odpocznie sobie.:)
Gratuluję małego pomocnika :)

Ita pisze...

Świetna zabawa i jaka absorbująca!
Zielone stópki mnie zaciekawiły ,cóż one takiego zmalowały?
Pozdrawiam ciepło.

Lorienn pisze...

Fajniutkie te upaprane łapki :))) ciasteczka pewnie też wyszły pulchniutkie :))))

Sara pisze...

HEJ WSZYSTKIM!

Przepis na ciasteczka jest banalny: kostka masła, pół szklanki cukru, ciut soli (zagnieść - ten etap na zdjęciu); dodać 3 szklanki mąki, zagnieść i na kwadrans do lodówki. Piec ciasteczka na papierze do pieczenia w 180 C.

Globalistko - dokładnie...:]

Łapki są zielone, bo znaleźliśmy 2 pastylki do kolorowania jajek i wypróbowaliśmy, a zielona się rozgniotła na podłodze w tajemniczy sposób. Fajnie było, dzięki za miłe słowa:)

Anonimowy pisze...

Można zapytać? Dlaczego Breslau a nie Wrocław???
Wybacz, jestem przewrażliwiona, ale mam 70- lat i resztę sobie dopowiedz.
Pozdrawiam serdecznie.- Zofia O.

Sara pisze...

Oczywiście, że można pytać:)

Moje miasto jest wg mnie wyraźnie rozwarstwione, podzielone na elementy sprzed i po wojnie. Oczywiście ma także wiele innych warstw i aspektów, ale akurat o ten Pani pyta.
Otóż pierwszym podziałem, rozgraniczeniem czy jak to nazwać tego miasta, jakie się rzuca w oczy mi i wielu przyjezdnym, jest występowanie obok siebie elementów przed- i powojennych. Chodzi nie tylko o architekturę jako taką, ale i sprzęty w domach, uliczki każdego prawie parku wysypane gruzami, ślady walk na murach, przebijające spod tynku reklamy byłych sklepów, ilość przedmiotów, książek sprzed w antykwariatach i na pchlich targach itd.

Oczywiście ten aspekt Wrocławia zanika, głównie ze względu na czas.

Wychowałam się w dzielnicy i w otoczeniu, gdzie w "scenografii" dominował etap przedwojenny, czyli właśnie "Breslau". Ogrody i sprzęty, naturalne opowieści rodziców, dlaczego tak jest. Szerzej zresztą pisałam o tym w poście pt. "Dom":

http://personalbreslau.blogspot.com/2009/02/dom.html

Na tym blogu chciałabym właśnie tym się podzielić, swoimi wrażeniami z tego okresu, które, jak widzę wyraźnie dziś, wpłynęły bardzo na moje postrzeganie świata, estetykę, zainteresowania. Chciałabym pokazać, jak te dwie strefy miasta się przenikają i w jakiś sposób przytrzymać (bo nie zatrzymać przecież) przyspieszające ostatnio znikanie tej wcześniejszej. Chcę więc pisać o "Breslale", choć oczywiście trudno być konsekwentnym i pojawia się sporo notatek zakorzenionych w mieście z późniejszego okresu - w końcu w tej sferze toczy się mnóstwo (większość?) aspektów naszego życia. Opisywany przeze mnie Breslau nie jest oczywiście autentycznym miastem sprzed 1945 (nie jest to blog fachowy, historyczny). Jest taki, jak ja go postrzegam, przefiltrowany przez moją wrażliwość czy wiedzę - piszę o tym zresztą z prawej strony w pasku - stąd "personal".

Wiem, że wokół używania dziś wcześniejszej nazwy miasta narosło wiele dyskusji i kontrowersji. Wg moich obserwacji najczęściej wątpliwości mają ludzie młodzi i nie mieszkający we Wrocławiu, choć nie jest to regułą. Chyba niezwykle rzadko nazwa ta występuje jako autentyczne odwołanie do chęci do powrotu dawnych granic, co jest najczęstszym zarzutem; raczej jako nawiązanie do zaglądającej do nas, mieszkańców z każdego kąta historii i pewne "zawołanie" osób nią zainteresowanych.

Pozdrawiam Panią najserdeczniej i zapraszam częściej!

Anonimowy pisze...

Dziękuję za obszerne wyjaśnienie. To coś podobnego jak Gdańsk. Gdańsk kiedyś i dziś. Ale różnice są zasadnicze.
Z treści na blogu wynika jak bardzo jesteś przywiązana do tego miasta.
Kiedyś chciałam zamieszkać we Wrocławiu lub Poznaniu. Dwa miasta o różnych charakterze.
Z najlepszymi życzeniami - Zofia.
Blog bardzo ciekawy.