poniedziałek, 8 grudnia 2008

Wrocławskie kawy :)

Moje tu pisanie zostało wyróżnione przez Globalistkę, Paulę i Joannę. Dostałam - podtrójnie! - nagrodę "I love your blog", co zaskoczyło mnie i mocno wzruszyło i jest oczywistą mobilizacją do windowania poziomu:) Dziękuję Wam z całego serca:))

Natomiast Anne zaprosiła mnie na chwilkę zwierzeń. Do tego najlepiej nadają się kawy, więc wygadam się przy kilku głębszych, z lokalnych lokali...

...Gdzieś na ul. Włodkowica...

1) Nie robię bałaganu. Jakoś tak mi głupio, bo ogromna większość pisze, że zwłaszcza przy różnych rękodziełach robi... Ja zaś mam wszystko wtedy na stole poukładane pod kątem prostym, owszem sypię ścinki na podłogę, ale by łatwo pozmiatać... I nie potrafię pracować, gdy jest bałagan, a co gorsze gdy jest niepozmywane, a zlew musi być wytarty (tak, wiem) i kran ustawiony pod kątem prostym. I boję się, co to będzie na emeryturze. Z marnym skutkiem z tym walczę.

2) Jedną z moich ulubionych rozrywek jest jazda samochodem - na miejscu pasażera - przez dolnośląskie wsie, o zabudowie wzdłuż drogi; musi być kubek kawy w ręku, muzyka, prędkość niewygórowana, by zauważać szczegóły, pogoda najlepiej polska złota, ale może być każda inna... potem postój w dowolnej wsi i kawa (znowu) w dowolnym barze. Więc rozrywka niezbyt zdrowa. Podczas jazdy wyrażam zachwyt śpiewając sobie albo cały czas milcząc z błogim uśmiechem na gębie. Nie każdy kierowca to wytrzymuje, ale mam jednego takiego, co mnie rozumie:) Znam już na pamięć kilka tras, z dziurami w oborach, widoami za zakrętem itp.


...Wedel w Pasażu Grunwaldzkim...

3) Potrafię przez kilka dni nie wychodzić z domu i tylko siedzieć, czytać, pisać i jeść:)

4) Najłatwiej mnie poderwać, jak się jest niemieckim native speaker'em i próbuje się mówić po polsku... jak np. Steffen Moeller czy Benedykt XVI... oczywiście oni są poza zasięgiem, ale gdy na byłej granicy celnik mówił do mnie "paasphorrt poprhoshę", to kolana się pode mną zawsze uginały i się głupio cieszyłam, aż dziw, że mnie nigdy nie poprosili zjechać na lewy pas...:)

5) Nie bardzo wierzę w podział zajęć na męskie i damskie, no chyba że wymagają użycia siły lub chodzi o zdrowie przyszłego dziecka typu stacja benzynowa oczywiście, i będę uczyć synka gotować, dziergać, się ubrać, podać ładnie do stołu... jeśli tylko będzie chciał. W każdym razie zaproponuję. A przy okazji sama nauczę się "męskich" rzeczy jak naprawa roweru i sprzętu elektrycznego, gdy on się będzie tego uczył od np. taty, bo brak mi tej wiedzy i stąd myśl o "dwutorowej" edukacji:)

6) Choć najlepiej czuję sie w minimalistycznych wnętrzach (nawet super minimalistycznych) i w szaro-czarno-białych ciuchach (jakkolwiek intensywne jakieś kolory też w nie zależnie od nastroju wpuszczam), to marzę czasem o kiczowatych bibelotach i wyjściu na miasto w krynolinie takiej, by się w drzwi autobusu nie mieściła! I w peruce z epoki do niej! I o Petersburgu z XVIII wieku z jego przepychem, strojami-sobolami, balami i multi-kulti.

7) Co by tu na koniec dodać. Że wierzę jak najbardziej (i praktykuję) w przyjaźń damsko-męską? Że nie cierpię rajtek i nie mam telewizora?
Pozdrawiam ciepło:)

...u mnie:)...


15 komentarzy:

olla pisze...

Saro,za powyższą notkę zostajesz moją niekwestionowana idolką numer jeden, dwa i osiem !

paula_71 pisze...

Mhm,czy ta kawusia na Włodkowica to Mleczarnia czy 21?
Fajnie tak poczytać o Tobie,jak kiedyś spotkam kogoś w autobusie z krynolinami i w peruce,będę wiedziała,że to Ty :D
Pkt.5 super,super może też uda wprowadzić mi sie go w życie
Pkt.1 i 4 to jakieś zboczenie chyba... :P ale sympatyczne
A pkt. 2 to totalny odlot,do pozazdroszczenia i do odgapienia(jak już wrócę :/)
Pozdrawiam!!!

Sara pisze...

Olla - :D dzięki za słowa wsparcia:)

Paula - jest to 21. Ale masz nosa. Wiem, że obok pracowałaś, ale żeby aż tak!

paula_71 pisze...

Fakt,pracowałam naprzeciw,ale piwko w 21 czasami było zaliczone :D lubię takie knajpy w których jest misz-masz stylu a wszytko i tak do siebie pasuje.U nas w Starym Mieście jest za grzecznie i za bardzo to wszystko "poukładane"

joanna pisze...

Cały czas w czasie czytania gęba mi się sama(?) uśmiechała :))

Dzięki za kawusię ;)
Pozdrawiam ciepło...

globalistka pisze...

Kawy wyglądają bardzo apetycznie. Adresy zapisałam. Ach, powłóczyć się znowu po Wrocławiu :)
A propos zajęć żeńskich i męskich: mój mąż uwielbia zmywać naczynia, ja uczyłam go tynkować kiedy remontowaliśmy kuchnię :)
Jeśli chodzi o zlewozmywak ... lepiej nie piszę :D
Pozdrawiam :)

Sara pisze...

No właśnie...:)

Anna pisze...

Świetnie napisałaś:) Jak miło znaleźć kogo, kto również bojkotuje telewizję:)

Sara pisze...

Anno, właściwie bojkot wyszedł przypadkowo, nieideowo i naturalnie... Zauważyłam, że telewizja mnie irytuje, propozycje często obrażają, informacje mam w Necie a filmy na DVD... i że prawie w ogóle jej nie oglądam. Przy przeprowadzce nie zabrałam telewizora. Potem mi rodzice podrzucili, niby chciałam ćwiczyć czeski... Ale nic z tego nie wyszło, kilka razy obejrzałam jakiś czeski film:) i tyle... nie chciało mi się nawet włączyć, więc ze stratą dla czes. oddałam z powrotem. Bo zajmował miejsce. Chyba minął ponad rok i w ogóle mi go nie brak.
Czyżby niemiecka TV też była aż tak tragiczna?

Anna pisze...

Tragiczna strasznie. Jedynie Arte da się obejrzeć. Ja włączam tylko, gdy prasuję. Teraz zmieniliśmy pokój dzieny i tv wylądowal w piwnicy, bo nikt nie ogląda. Tylko człowiek jak kosmita, bo nie wie, jak kto wygląda, o czym ludzie mówią:) I bardzo fajnie jest mieć dziecko, które nie wzoruje się na postaciach z bajek i nie musi mieć gadżetów bajkowych.

Sara pisze...

Pocieszyłaś mnie z tym dzieckiem, bo nie ukrywam, że obawiam się z czasem reakcji - dziecko nie wie, o czym mówią koledzy, wszyscy mają, czemu my nie mamy... to jeszcze przede mną, ale już zbieram argumenty i niepokoi mnie to... widać jednak, że nie zawsze tak musi być.

Ita pisze...

Ja tak jak Joanna , czytając - pyszczydło miałam więcej niż zadowolone .Prawdy w Twoim wydaniu powaliły mnie na kolana , a krynolina z peruką ... leżę na deskach... ha ha ha .
No to masz następną fankę.

Sara pisze...

No ja nie wiem, dziewczyny, co Wy chcecie - prawdy jak prawdy...:)

olla pisze...

Saro, zajrzyj proszę do mnie i odbierz niespodziankę :)

monika pisze...

Saro, jak ja Ci zazdroszczę tego nie robienia bałaganu! Ja wręcz przeciwnie - robię bałagan straszliwy, a porządek bardzo lubię, wręcz nie potrafię pracować w bałaganie.. Efekt - śmiecę, sprzątam, śmiecę, sprzątam i tak w kółko :D
Pozdrawiam ciepło :)