czwartek, 13 sierpnia 2009

Hej, to ja

Jestem po drugiej stronie Odry. Nowy dom miał poprzednich mieszkańców, a ci utrzymywali go w stylu bardziej shabby niż chic. Mnóstwo naturalnych przecierek i PRL - owskiego vintege'u, ale nie takiego, jak myślicie i miło kojarzycie, tylko jakby się mieszkało w ówczesnym szpitalu czy jakiejś odjechanej instytucji.

Żeby nie było, bardzo się cieszę.
Domestos lał się strumieniami.
Teraz jestem w 3/4 etapu feszn, stajl i dizajn co jest znacznie milsze niż poprzednia faza (odgruzowywanie na czas).


Zapewne nie jest to moje ostatnie przeprowadzkowe słowo i jeszcze co najmniej jedna w obrębie tego samego miasta mnie czeka. Do poniemieckiej willi z klimatyzacją i wyciszonymi oknami, ogrodnikiem bo nie lubię grzebać się w ziemi, ale posiedzieć na trawie mogę, i oczywiście z pamiętnikiem przedwojennych właścicieli opisującym dogłębnie a nudno dzień po dniu, który to pamiętnik napisany wyraźnym i dużym charakterem pisma i bez szaleństw słowotwórczych czeka na mnie nietknięty i niezbyt zatęchły pod parapetem. Gdzieś ten domek jest i tak sobie tylko leżakuje dla mnie.

Zalety nowego miejsca to: CISZA, brak kup, brak panów i nie tylko, których trzeba wymijać slalomem, brak lecących z okien butelek po przegranym przez "naszych" meczu; zieleń, parki, całe lasy parków, zagłębie parkowe. Spieszyłam się z remontem, by jeszcze zdążyć zrobić moje ulubione, monochromatyczne bukiety z tego i owego, ale wszystko, co bardzo chciałam, przekwitło (ależ powiało od tego zdania przemijaniem!).

Jak się bywalcy i koneserzy Wrocławia domyślają, mieszkałam na Trójkącie, a teraz na prestiżowym Sępolnie. Bossssssska dzielnica. Trójkąt (Bermudzki), bo podobno znikały tam kiedyś całe radiowozy! Raj dla etnografa, ale po dwóch latach nieetnograf może mieć dość. Sępolno zaś jest ułożone w kształcie orła, obok którego jest pełno autorskich willi, pokręconych i ogromnych, nieomal niezniszczonych*, skłaniających do snucia wątków, do zaglądania przez płot w odległy świat jak Bruno Szulc, nurkowania w ogrodach, opuszczonych (?) działkach. Detale na każdym kroku przypominają o pięknych (estetycznie) przedwojennych czasach, gdy męska moda nie pozwalała, by przy byle upale było się narażonym na obleśny widok półgołych panów w bermudach czy coś.

Oczywiście dzielnica ma swoje ciemne strony - o jednej niebawem, jak się tylko zbiorę w sobie, by się tam zapuścić... a kusi, i to konkretną korzyścią materialną, ale i straszno...:)

Nie spodziewałam się, że ktoś tu jeszcze czeka na moje doniesienia, ale kilka mejli świadczy o tym, że tak! Bardzo dziękuję za pamięć i jakieś chyba najwyraźniej elementy sympatii! Potłumaczę się więc, że nie spotkało mnie nic złego. Przede wszystkim nastąpiła chodząca po ludziach przerwa w przyjemności z blogowania, no i ten remont mnie wykończył...

*dlaczego niezniszczonych można sobie poczytać np. TU i dalej... serdecznie polecam.

10 komentarzy:

globalistka pisze...

Witaj Saro :)
Miło się tu znowu zagląda do Ciebie :) Ciekawy post, poczytałam o Sępolnie i obejrzałam galerię. Takie klimaty lubię. Miłego urządzania i mieszkania w nowym miejscu :) Zazdroszczę pomocnika :D Pozdrawiam

Sara pisze...

Pomocnik jest super i w ogóle bez zarzutu, a gdyby nie te upały, pobuszowałabym po nowej dzielnicy intensywniej. Tyle zakamarków i nowej liokalności do nadrobienia.

holka polka pisze...

zazdroszczę tego Sępolna:) przez dwa lata mieszkałam na Biskupinie, a konkretnie na Ulicy Elfów (teraz Promień). Biskupin i Sępolno to moje najukochańsze dzielnice we Wrocławiu.Jeszcze powiedz, że mieszkasz w tych cudnych szeregówkach orłowych:) pozdr

Kankanka pisze...

A to cudnie Ci się trafiło z Sępolnem. Niedaleko na Zaciszu mam rodzinkę, synu chodził tam do szkoły. A ja czasem zapuszczam się tam na spacer wzdłuż Odry. Folklor męczy, ale mnie najbardziej tam męczyła niecodzienna ilość psich kup. Jeszcze na Ołbinie tyle można natrafić, ale tam już znacznie mniej niż w Trójkącie.
Pucuj domek, teraz piorunem pójdzie!

joanna pisze...

:)))
Ależ cieszę się, że będziecie w TAK cudownym miejscu :))

Szybciutko obejrzałam stronkę o Sępolnie i gotowa jestem oddać Ci moje wolne chwile, abyś miała czas na poznawanie, robienie zdjęć i pisanie...
Bardzo tam klimatycznie :))
Ściskam gorąco :)

paula_71 pisze...

Dlaczego dopiero dzisiaj trafiłam na ten post?!
Kochana,gratuluję przeprowadzki,ale żeby nie było będę bronić swojej również "prestiżowej" dzielnicy Krzyki.Dwa końce miasta a klimat ten sam(przynajmniej w okolicach parku płd.)

Czekam na fotorelację,bo nie znam za dobrze Sępolna.
Kiedyś się do Ciebie wproszę :P
To sobie z bliska pooglądam co ciekawsze miejscówki.

Pozdrawiam.

fanaberiapraga pisze...

Dobrze,ze juz jestes;)!
Gdybym mieszkała dalej w okolicach Zacisza, miałabym do Ciebie...krok...a tak ma tylko nieco większy :)

Sara pisze...

Mila holko:) Nie są to szeregówki orłowe, niestety! Ale podsunęłaś mi świetną myśl - zamiast w przyszłości mierzyć w którąś z tych cudnych willi, co mało realne, poobserwuję zwalniające się miejsca w orłówkach. Też mogą być:))))

Kankanko: Nie chciałam uderzać aż w taki naturalizm, ale kupy były jednym z głównych powodów przeprowadzki. Gdy synek zaczął pytać przy każdym wyjściu z domu, dlaczego leżą na ulicy, zrozumiałam, że trzeba zwiewać zanim się do tego widoku przyzwyczai:))) A potem do miejscowego slangu:)))) Folklor tam jest ciekawy, jako dziecko miałam zabronione zapuszczanie się w Trójkąt i oczywiście tym bardziej mnie pociągał, i się zapuszczałam niekiedy:) Ale klimaty okazywały się być tak hermetyczne, że tylko patrzyłam oczami jak spodki i prawie niczego nie kumałam, nikt mi też niczego nie tłumaczył, raczej patrzyli z politowaniem... wcześnie wiec poznałam uroki badań terenowych i stały już w moim życiu motyw "obcy we wsi".
No i teraz będąc niby duża miałam możliwość spojrzenia na to jeszcze raz. Dalej wielu rzeczy nie rozumiem:), ale było fajnie, choć męcząco.

Joanno: obawiam się, że roztrwoniłabym Twój czas na spanie:))))

Paulo: jak najbardziej zapraszam, zwłaszcza, że wiszę Ci albumik dla Leny... W razie czego mojego mejla macie. Krzyki nie są mi z kolei zbyt dobrze znane, może się pochwalisz u siebie na blogu?

Fanaberio z Pragi: za to dojazd całkiem niezły;) Dzięki za miłe słowa.

Elisse pisze...

W takim razie moje gratulacje i dużo cierpliwości i zapału w remontach:)
pozdrawiam gorąco

Anna pisze...

Saro zapraszam do wzięcia udziału w Dniu Blogu:
http://przeczytalamksiazke.blogspot.com/2009/08/blog-day-2009.html