środa, 8 kwietnia 2009

W szachy

Na ul. Wita Stwosza.

Moje dzidzi wie mniej więcej, jak ma być ustawiona szachownica, ale nie rozumie idei grania. Że ktoś dąży do wygranej. W ogóle go to jeszcze nie obchodzi. A raczej nie istnieje. To bardzo ciekawe.

Nie doszło do bitwy, bo konie wrogich armii zaczęły się całować:

Na ścianach wiszą m. in. takie prace - bardzo do mnie przemawiają:



Kawiarnia ta jest w tajemniczych okolicznościach połączona z restauracją myśliwską - czyżby właściciel był myśliwym-szachistą? W restauracyjnej części myśliwskiej wiszą rogi i wypchana głowa jelenia z całą szyją, jest jaegermeister i boazeria, trochę po niemiecku. W części kawiarnianej szachowej jest głównie kawa, pyszne lody i stare ciastka. Nie mogę im tylko wybaczyć zlikwidowania stojaka z prasą.
Cudnie się stamtąd obserwuje ruchliwą, wąską ulicę odchodzącą od Rynku.

6 komentarzy:

paula_71 pisze...

No to mnie wzięło na myślenie,gdzie owo miejsce jest.Zdradzisz???

Sara pisze...

Dam Ci jeszcze trochę czasu...;)

joanna pisze...

Oj piękne te obrazy :))
Od razu rzuciłam się pogooglowac, aby odnaleźc autorkę ;)

globalistka pisze...

Kiedy byłam mała, jak Twój synek Saro, bardzo lubiłam się bawić przedmiotami, które nie były tradycyjnymi zabawkami :) A jeśli jeszcze nie wolno było ich ruszać - tym bardziej kusiły swoją magią, kształtem. Nie znając ich przeznaczenia wymyślałam historię do nich. Tak było z szachami ojca, starym radiem Capella, kartami do gry na których widniały herby miast czy pudełkiem krawieckim mamy, która szyła :) Jak patrzę na Twojego synka, zawsze mi się to przypomina. To jest chyba najbardziej twórczy czas w życiu dziecka, kiedy wyobraźnia daje nieograniczone możliwości. Umiesz wynajdywać magiczne miejsca :) Pozdrawiam

paula_71 pisze...

Saro,na Wita Stwosza znam tylko jeden lokal-tosty u Witka :P
notabene,najlepsze w mieście.

Sara pisze...

Tuż obok Witka, dwie bramy w stronę Dominikańskiego:))) Wyobraź sobie, że u Witka nigdy nie byłam, już wpisuję do mojego kalendarza z Krecikiem!!