poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Z wizytą

Już zapomniałam, że wizyty mogą być aż tak swobodne, aż tak przyjemne, tak naturalne. Odkryłam (niby wiedziałam, ale dość teoretycznie:), że są ludzie, którzy uważają, że udane spotkanie i posprzątanie to zupełnie inne kategorie, nie wchodzące sobie w drogę. Oby ich było jak najwięcej. 
Powietrze pomiędzy stołem a wysokim sufitem poniemieckiej kamienicy budzi we mnie coś jakby chęć fruwania i uśmiechania się. 
Oryginalne były podłogi, drzwi, klamki, okna i ich klamki, podwórko, szafa, komódka, piec. Mnóstwo zapodzianych drobiazgów byłych właścicieli czaiło się zapewne pod podłogą i w ścianach. Lodowata łazienka, a potem wywaliło korki. 
Tuż po przeprowadzce, nie wszystko rozpakowane. Piękne mieszkanie.












6 komentarzy:

ZiŁ pisze...

O żesz! Wata, wata cukrowa!

Kankanka pisze...

A firany jakie!!!! W klimacie.
I kubek, i kwiatki na obrusie.... ech!

Fajny ten portret dziećków.

Sara pisze...

No..! Klimaty bardzo wrocławskie. Bardzo było fajnie. A maszynę do robienia waty cukrowej może warto mieć... sprawdzę ofertę:)

Kankanka pisze...

Na świebodzkim ostatnio kręcili watę!

Inkwizycja pisze...

Ach, te wysokie, puste ściany... Sufity nie lecące na głowę... Firanki w skrzynkowym oknie ;-)
Fajne klimaty ;-)
Pozdrawiam!

JAGODZIANKA pisze...

Lubię Twoje relacje z różnych miejsc.. Fajnie poczytać, obejrzeć zdjęcia... Z 10 lat temu na wakacjach kupiłam sobie watę, by przypomnieć dzieciństwo... Niech zostanie to tylko wspomnieniem szczęśliwego dzieciństwa ;) Teraz moją córcię na wakacjach w ten sposób uszczęśliwiam;)

Pozdrawiam, Jagodzianka.