Biuro Wystaw Artystycznych (zwane ogólnie BeWuA) na ul. Wita Stwosza narzuca się zazwyczaj przechodniom różnymi makabreskami, a trudno tamtędy nie przechodzić, bo to jeden ze sposobów dostania się do Rynku. Jeśli nie są to akurat makabreski, to prace dyplomowe, które - przepraszam osoby się na tym znające - wykonałabym w góra dwa wieczory, i to z pomocą dzidziusia. Schlag mnie czasem trafia, jak tamtędy sobie idę. Ale czasami zdarzają się i fajne rzeczy.
Teraz np. są takie dwa zdjęcia (ale w odwrotnej niż tu kolejności):


Trzy dziewczyny zmęczone, bez makijażu, jakieś takie codzienne, bardzo autentyczne. Potem te same "zrobione".
Nie żebym coś ze współczesnej sztuki kumała, ale skłoniło mnie to do ujętej w punkty refleksji: 1) które są "prawdziwe"? Jedne i drugie? 2) rzeczywistość i marzenie? 3) które są piękniejsze? dlaczego pomyślałam, że któreś mają być piękniejsze? 4) tydzień i piątek wieczorem?
Część widoczna dla przechodniów to tylko fragment wystawy, której autorkami są:

Nie wiem, która z artystek jest autorką tej właśnie pracy.
W Galerii Dominikańskiej, która jest tuż obok, rozdawali prezenty kosmetykowe. Scena, piszczące głośniki, stanowiska, przy których robiono paniom makijaże. Widok wizażystek wmasowujących dłonią dłuuuugo podkład w czyjąś twarz, a potem te pędzle, które omiotły już setki twarzy - trochę powiało mi zgrozą. Nie chciałabym, żeby obca baba dotykała mnie po twarzy, o ile nie jest lekarzem czy coś.
Co mi nie przeszkodziło wygrać prezencik - na zdjęciu już, jak widać, rozszarpany - sporo tam tego było, nie tylko to:

Łe, wolałabym moją drogą Helenkę Rubinstein... ;)
Mój kolega-psychiatra stwierdził niegdyś ponad wątpliwość, że mam męski umysł... Faktycznie, bardzo głupio się czuję wcierając w siebie rano różne pigmenty.
Ale z nimi na mordce lepiej wyglądam.
No to wcieram:)
A tu bilans bycia kobietą (po kilku głębszych kawach):
MINUSY:
- zazdroszczę mężczyznom kondycji fizycznej, czy może po prostu siły; wydaje mi się, że nawet sobie nie wyobrażają, jak to jest NIE MÓC czegoś podnieść, przenieść... zazdroszczę wnoszenia ciężkich mebli, że mogą gdzieś dobiec, podciągnąć się, przeskoczyć przez mur, przytrzymując się od niechcenia jedną ręką.
PLUSY:
-można mieć makijaż, który schowa zmęczenie, niewyspanie, ślęczenie;
-można nosić woalkę, oczywiście nie na co dzień, ale np. na pogrzebie. Gdyby umarł mi ktoś bliski, na pewno skorzystałabym z tej możliwości i ubrała się w gęsty, przenośny parawan - mężczyzna musi niestety na oczach wszystkich walczyć z własną twarzą;
-można być w ciąży i urodzić dziecko - o ile nie ma żadnych problemów zewnętrznych i wewnętrznych ciąża jest moim zdaniem b. fajna, i trochę mi przykro, że bliskich mi panów to nie spotka;
-łatwiej się ubrać. Kobieta owinie się w byle szmatę i już wygląda dobrze.
- dobra idę poczytać.
Życzę wszystkim Czytelniczkom dużo, dużo prawdziwego szczęścia. Czytelnikom też.